WIG20

Piątkowa sesja była kolejną z gatunku tych mrożących krew w żyłach. Poranny pesymizm sprowadził WIG20 na 3 proc. minusy, co w połączeniu z czwartkową paniką można uznać za próbę testowania dołków z ubiegłego tygodnia. Popyt dał radę obronić te poziomy i szybko zmniejszył rozmiar przeceny, ale brakowało odwagi na dalsze zakupy akcji w momencie kiedy zachodnie rynki schodziły na poziomy najniższe od 18 miesięcy. Na szczęście tym razem udało nam się uniknąć ślepej korelacji z zachodem i po porannym zamieszaniu udało się osiągnąć względny spokój.

Wtorkowa sesja miała pokazać czy po największej przecenie na rynku od roku znajdzie się kapitał zainteresowany kupnem. Początek notowań był udany, bo WIG20 dotarł do 2700 pkt., ale okazało się że to był dzisiejszy szczyt możliwości popytu. Dalsza część dnia to już systematyczne osuwanie i minimalne plusy na zakończenie.

Poniedziałkowa sesja w ujęciu procentowym była największym spadkiem WIG20 w tym roku. Przecena nie dotknęła jedynie warszawskiego parkietu, ale dotyczyła wszystkich rynków w Europie. Problemy wciąż są te same czyli: brak wiary w europejskie stress-testy banków, nadal obawy o amerykański limit zadłużenia dług, a dziś doszły do tego taniejące obligacje Hiszpanii, a wiec kolejnego kandydata do bankructwa. Nałożenie się tych czynników spowodowało, że nowy tydzień rozpoczęliśmy rekordowymi poziomami cen franka i złota oraz słabymi nastrojami na rynkach.

Po poniedziałkowej stabilizacji we wtorek mogliśmy oglądać powtórkę z rozrywki. WIG20 rozpoczął od optymistycznego wzrostu o pół procent, jednak to była jedna rynkowa aktywność zasługująca na komentarz. Dalsza część sesji przypominało wręcz zamrożenie notowań i choć obroty nie były najgorsze to całkowita sesyjna zmienność ograniczyła się do zaledwie 15 pkt.

Pierwsza sesja rozpoczynającego się tygodnia nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć. Jak to zwykle bywa w poniedziałki i tym razem aktywność graczy była śladowa, a zmienność zamknęła się w kilkunastu punktach. Momentami WIG20 starał się kopiować ruchy zachodnich indeksów, ale w miarę upływu czasu i ten element tracił na znaczeniu.

Poniedziałkowa sesja napędziła inwestorom trochę strachu, ponieważ tuż po otwarciu WIG20 zbliżył na odległość 10 pkt. do poziomu 2800 pkt. Przebicie go mogłoby wywołać dość paniczną reakcję zwłaszcza, że atmosfera na zachodnich parkietach też nie nastrajała optymistycznie. Dość szybko jednak byki zdołały sobie poradzić z tym zagrożeniem i wyprowadziły indeks na wzrosty. Była to krótka dawka optymizmu, po której podaż próbowała zaatakować jeszcze raz, ale przy powrocie rynku do minimów po raz kolejny kupujący przejęli inicjatywę i na rosnących obrotach doprowadzili do solidnego wzrostu.

Pierwsza sesja pełnego nowego tygodnia maja nie była interesującym spektaklem. Jak to w poniedziałki był zdecydowanie mniejszy obrót, a przez pierwsze pięć godzin WIG20 był przyklejony do poziomu piątkowego zamknięcia. Przez ten czas byliśmy praktycznie oderwani od sytuacji zewnętrznej i nie reagowaliśmy ani na azjatyckie wzrosty ani na europejskie spadki. I pewnie sesja zakończyłaby się na poziomie identycznym jak rozpoczęła gdyby nie mała płynność i jeden oczywisty komunikat.

Początek czwartkowej sesji na giełdach był neutralny. Środowe spadki indeksów w Stanach nie stanowiły żadnego wyznacznika dla europejskich nastrojów i rynki utrzymywały się na poziomie wczorajszego zamknięcia. Marazm trwał jednak tylko godzinę, a po niej przewaga podaży systematycznie rosła. W najgorszym momencie sesji WIG20 sięgnął 2850 pkt., ale w końcówce notowań sytuacja na zagranicznych rynkach nieznacznie się poprawiła, co wykorzystały krajowe byki.

Poświąteczny tydzień w gospodarce był podwójnie krótszy. Z początku skracał go drugi dzień świąt, a na końcu największą uwagę świata skupiał królewski ślub w Wielkiej Brytanii. Dodając do tego kolejny dłuższy weekend na początku maja wydaje się, że inwestorzy mogli cieszyć się okresem spokoju i nudy. Na większości rynków, w tym na GPW, tak to właśnie wyglądało, jednak miały też miejsce poważne wydarzenia.

Dziś Azja rozpoczęła tydzień spadkami, co nie wróży dobrze rynkom po świątecznej przerwie. Banki centralne według prognoz nie powinny przyczynić się do pogorszenia nastrojów, pozostawiając stopy na niezmienionym poziomie. Czwartkowa sesja zakończyła się spadkiem WIG20 o 0,6% i zakryciem korpusu środowej świecy wzrostowej przy obrocie ledwie przekraczającym 600 mln złotych. Po rozpoczęciu notowań na plusie byki napotkały opór na poziomie 2942 pkt. będącym rekordem obecnej hossy, którego w nastroju przedświątecznym nie udało się pokonać.